czwartek, 21 sierpnia 2008

Wojna – samo zło...


 
   Dlaczego taki tytuł? A mianowicie, iż nie widzę jakichkolwiek korzyści
dla ludzi z wynikających konfliktów pomiędzy elitami państw. Może i się mylę, ale czy warto iść na śmierć tylko po to, żeby mieć satysfakcje, że naprawiało się błędy innych? Dlaczego niektórzy są tak zachłanni? Mają swój kraj, rządzą nim, mają wszystko tego co im trzeba, a jednak zawsze znajdują dziurę w całym. A może nie tam jest pies pogrzebany?


   Jestem zwykłą obywatelką wolnego państwa (przynajmniej wierzę w to
iż jest ono wolne, na ile? Nie wiem) Czy mam pewność, że za chwilę nie spadnie na mnie bomba, czy jakaś inna katastrofa wynikająca z ludzkiej głupoty nie zniszczy mi życia? A co z tymi co walczą na frontach? Czyż nie woleliby spędzić tych godzin, miesięcy, lat wśród ludzi na których im zależy? Niż patrzeć jak giną setki, tysięcy obcych obywateli jednej ziemi. Cóż mogą powiedzieć? „Przybyłem, zobaczyłem, zabiłem, zapomnę”? Co czują Ci, którzy tracą na wojnach najbliższych? „Czyja to wina?” Mogą się tak zastanawiać wieki, bo odpowiedź nie jest błaha.


   Wszystko wydaje się proste, a tak naprawdę nic nie jest łatwe.
Czy istnieją korzyści z wojny? Może i tak, lecz ja widzę tylko: śmierć, głód, strach, przerażenie, złość,... Czy któryś z tych wyrazów jest zaletą? Dlaczego społeczeństwo musi tak cierpieć za błędy innych? Bo wojna zapewne nie jest dobrym rozwiązaniem. O ile można ją tak nazwać, ponieważ niczego nie kończy – zaczyna masakrę, której nikt nie potrzebuje, nie chce.